Przepis o odszkodowaniu za opóźnienia został uwzględniony w rozporządzeniu 261/2004 Parlamentu Europejskiego z dnia 11 lutego 2014 roku. Jest to forma ochrony dla podróżujących, których plany zostały zmienione z winy przewoźnika. Na ten moment, aby ubiegać się o wypłatę pieniędzy, samolot musi przybyć do miejsca docelowego z co najmniej trzygodzinnym opóźnieniem. Jeśli tak się stanie, podróżującym może przysługiwać nawet 2,5 tysiąca złotych rekompensaty. Komisja Europejska chce jednak, by ten limit został wydłużony.
Zgodnie z rozporządzeniem pasażerowie, w zależności od okoliczności i długości lotu, mogą liczyć na odszkodowanie za opóźniony lot w wysokości od 250 do 600 euro. To oznacza, że podróżującym przysługuje do ponad 2,5 tysięcy złotych rekompensaty. Podstawowym warunkiem jest jednak to, że samolot musi dotrzeć do miejsca docelowego z minimum trzygodzinnym opóźnieniem. W tym przypadku nie ma znaczenia moment, w którym maszyna wystartowała. Liczy się jedynie godzina lądowania, ponieważ piloci są w stanie nadrobić pewne straty czasowe w powietrzu. Choć takie rozwiązanie ma pomagać pasażerom, przez ostatnie 21 lat pojawiło się wiele sporów oraz wyroków, które pozwalają sądzić, że rozporządzenie wdrożone w 2004 jest nieprecyzyjne. W efekcie pewne korekty są wyłącznie kwestią czasu. Pasażerowie liczyli natomiast, że przy okazji zmienione zostaną kwoty, ponieważ aktualnie pieniądz nie ma już takiej wartości, jaką miał dwie dekady wcześniej. Niestety wielu ekspertów uważa, że wysokość odszkodowań wciąż jest wystarczająca, a problemu należy szukać gdzie indziej. Według Komisji Europejskiej dobrym pomysłem byłoby zaś wydłużenie limitu czasu o aż dwie godziny.
Jak informuje Rzeczpospolita, europejskie lobby lotnicze w trakcie rozmów o nowelizacji rozporządzenia zaproponowało, by pasażerom odszkodowanie przysługiwało, nie przy trzygodzinnym, lecz aż pięciogodzinnym opóźnieniu. Z wyliczeń kancelarii DelayFix wynika, że takie rozwiązanie pozbawiłoby aż 66 proc. pasażerów szansy na otrzymanie rekompensaty finansowej.
Zobacz też: Ryanair znów walczy z bagażami. Stojaki na walizki będą jeszcze mniejsze. "Nie przejdziesz"
Europejskie lobby lotnicze forsuje niekorzystne zmiany dla pasażerów. To niedopuszczalny krok wstecz
- twierdzi APRA, zrzeszenie kancelarii zajmujących się odzyskiwaniem pieniędzy za opóźnione i odwołane loty, cytowane przez Rzeczpospolitą. Taka zmiana z pewnością rozczarowałaby pasażerów, jednakże zdaniem niektórych istnieją sytuacje, w których poszkodowane są także same linie lotnicze. Według prezesa IATA Willie Walsh przy okazji powinien zostać poruszony temat odpowiedzialności za opóźnienia. Alternatywą dla zwiększonych limitów mógłby być większy podział obowiązków.
Przyczyną wielu odwołanych i opóźnionych lotów są problemy po stronie lotnisk i kontroli ruchu lotniczego, ale ciężar kar ponoszą tylko linie lotnicze. I to ewidentnie nie jest sprawiedliwe ani słuszne
- stwierdził Walsh w rozmowie z serwisem Money.
Dziękuje my, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.