Na polskim wybrzeżu powstał obiekt, obok którego trudno przejść obojętnie. Hotel Gołębiewski w Pobierowie jeszcze przed otwarciem stał się jednym z najbardziej komentowanych projektów turystycznych - i to nie tylko w Polsce. Niemieckie media ochrzciły go mianem "małego Dubaju", a wśród hotelarzy za Odrą narasta niepokój. Skala inwestycji, jej położenie i potencjalny wpływ na ruch turystyczny sprawiają, że o Pobierowie mówi się dziś także w Berlinie i Hamburgu. Dlaczego ten hotel budzi tyle emocji i czego boją się nasi zachodni sąsiedzi?
Nowy hotel w Pobierowie to bezprecedensowa inwestycja w skali całego południowego Bałtyku. Trzynastopiętrowy kompleks z ponad 1200 pokojami jest w stanie przyjąć jednocześnie kilka tysięcy gości, co czyni go największym hotelem na polskim wybrzeżu i jednym z największych w tej części Europy. Dla porównania: największe obiekty po niemieckiej stronie Bałtyku, takie jak Morada Resort Kühlungsborn czy Hotel Neptun w Warnemünde, oferują odpowiednio 413 i 338 pokoi, a więc kilkukrotnie mniej.
Obiekt powstawał przez lata, a jego budowa była wielokrotnie opóźniana. Teraz jednak wszystko wskazuje na to, że otwarcie jest coraz bliżej. Prace wykończeniowe dobiegają końca, ruszyły rekrutacje, a komunikaty w mediach społecznościowych sugerują, że pierwsi goście mogą pojawić się jeszcze przed pełnią sezonu. Lokalizacja dodatkowo podsyca emocje. Położony wśród nadmorskich lasów obiekt stoi zaledwie około 60 km od popularnych niemieckich uzdrowisk na wyspie Uznam, takich jak Ahlbeck, co sprawia, że nowy hotel staje się bezpośrednią konkurencją dla tamtejszych ośrodków wypoczynkowych.
Otwarcie polskiego mega-hotelu wywołało wyraźne poruszenie wśród niemieckiej branży turystycznej. Lokalni hotelarze i restauratorzy nie ukrywają obaw, że nowy obiekt po polskiej stronie granicy może odebrać im znaczną część klientów. W niemieckiej prasie coraz częściej pojawiają się komentarze, że Pobierowo stanie się magnesem nie tylko dla Polaków, lecz także dla Niemców skuszonych nowością, rozbudowaną infrastrukturą i atrakcyjnymi cenami. Temat wrócił na łamy niemieckich mediów z nową siłą.
To naprawdę będzie bolało
- alarmuje dziennik "Nordkurier" w artykule zatytułowanym: "Megahotel nad Bałtykiem zagraża turystyce w Meklemburgii-Pomorzu Przednim". Lars Schwarz, szef Niemieckiego Stowarzyszenia Hotelarzy i Restauratorów Dehoga w landzie Meklemburgia-Pomorze Przednie, otwarcie przyznał, że polska inwestycja może poważnie zagrozić turystyce po niemieckiej stronie.
To naprawdę nam zaszkodzi
- stwierdził bez ogródek w rozmowie z dziennikiem "Nordkurier". Przedstawiciele branży turystycznej w Meklemburgii-Pomorzu Przednim zwracają uwagę na jeszcze jeden problem: rynek pracy.
Ta konkurencja będzie kosztować nas nie tylko gości, ale także wykwalifikowanych pracowników, których i tak już brakuje w tym rejonie
- ostrzega Schwarz. Niemieckie kurorty już dziś zmagają się z niedoborem personelu, a wiele hoteli opiera się na pracownikach z Polski. Nowy hotel w Pobierowie może - ich zdaniem - "wysysać" kadry, oferując stabilną pracę w nowoczesnym obiekcie i bez konieczności emigracji.
Zobacz też: Mikoszewo zmieniło się w lodową krainę. Tylu turystów nie ma tu nawet latem. Tak się zachowują
Skrajne emocje widać również wśród samych Niemców. Część internautów i potencjalnych turystów nie kryje entuzjazmu. Pojawiają się pytania o terminy rezerwacji i komentarze, że polska strona Bałtyku staje się coraz ciekawszą alternatywą dla zatłoczonych i drogich niemieckich kurortów. Dla nich hotel w Pobierowie to symbol nowoczesności, rozmachu oraz zmiany układu sił w regionie.
Wszystko po polskiej stronie Morza Bałtyckiego jest piękniejsze i bardziej ekscytujące niż spędzanie dni na wyspie Uznam
- stwierdził jeden z czytelników gazety "Ostsee-Zeitung", dodając, że nie może doczekać się otwarcia i życzy sukcesu polskiej inwestycji. Są też tacy, którzy na wieści o polskim gigancie reagują nieco inaczej. W niemieckiej prasie pojawiły się kąśliwe opisy architektury hotelu. Porównano go do wielkiego statku wycieczkowego w kształcie litery Y, który osiadł na mieliźnie wśród nadbałtyckich wydm. Niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung" określa projekt jako "gigantyczny, megalomański, kolosalny, absurdalny", wytykając, że dla budowy wycięto 1500 drzew na obszarze 30 hektarów dziewiczego niegdyś lasu. Nie brakuje też głosów turystów krytykujących wygląd obiektu.
To po prostu okropne. Budynek jest niezrównany w swojej brzydocie i braku wyobraźni
- grzmi jeden z komentarzy czytelników gazety "Ostsee-Zeitung". Paradoksalnie to właśnie te kontrowersje dodatkowo podsycają zainteresowanie. Nawet osoby sceptyczne przyznają, że skala inwestycji robi wrażenie, a nad Bałtykiem dawno nie powstało nic, co wywoływałoby tak intensywną debatę i skrajne emocje.
Źródła: dorzeczy.pl, podroze.onet.pl, money.pl, wiadomosci.radiozet.pl
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.