Kilka dni temu na platformie X Beata Szydło opublikowała niepopularną opinię na temat używania feminatywów w Sejmie. Jej ostra krytyka spotkała się z odpowiedzią językoznawcy, który wytłumaczył, dlaczego była pani premier tym razem nie ma racji.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Odkąd powstał nowy rząd, coraz więcej parlamentarzystek decyduje się na żeńską formę stanowiska. Chcą, by nazywać je ministra lub ministerka, zamiast minister. Otwarcie ubiega się o to między innymi działaczka feministyczna Barbara Nowacka, będąca nową ministrą do spraw edukacji. Nie spodobało się to byłej pani premier Beacie Szydło, która postanowiła skomentować całą sytuację na portalu X.
Pani Kotula nazywa siebie "ministerką", pani Dziemanowicz-Bąk "ministrą". Jeśli już psujecie język polski swoją lewacką nowomową, to bądźcie, chociaż w tym konsekwentne, szanowne Panie.
- zaczęła swój wywód, zarzucając kobietom brak spójności. Nie omieszkała jednak dodać, że wprowadzanie feminatywów ma jej zdaniem jeszcze bardziej negatywne skutki. Chodzi jej o wpływ na społeczeństwo.
To raz. A dwa, że możemy sobie żartować, ale to, co obserwujemy, czyli wprowadzanie nowomowy do urzędów państwowych jest niczym innym, niż realizacją neomarksistowskich teorii zakładających przejmowanie języka. (...) To bardzo niebezpieczne zjawisko, bo lewica poprzez zapanowanie nad językiem chce zapanować nad społeczeństwem.
- pisze była pani premier. Wiele osób uważa to za przesadę z jej strony i nieco dziwne zachowanie, w dodatku, że kobiety te walczą o równe traktowanie i postrzeganie ich w Sejmie. Wypowiedź Beaty Szydło dotarła także do pewnego językoznawcy, który postanowił wytłumaczyć, czy feminatywy rzeczywiście są błędem.
Na temat feminatywów i kontrowersyjnego wpisu Beaty Szydło wypowiedział się doktor Konrad Szamryk, językoznawca z Uniwersytetu w Białymstoku. Uważa, że była pani premier ma tylko częściową rację, ale nie powinna w taki krzywdzący sposób wyrażać swoich poglądów.
Nie postrzegałbym tego jako psucia języka. Psucie języka to niedbanie o język, niezwracanie uwagi na reguły językowe, czyli brak metajęzykowej refleksji. Tu mamy do czynienia z formami innowacyjnymi, które świadczą jednak o dużej świadomości językowej. Panie zastanawiają się, jakich form użyć.
- tłumaczy w wywiadzie dla dziennik.pl. Dodaje również, że Beata Szydło sama popełnia błąd, używając wyrazu "nowomowa" w tym znaczeniu. Według Słownika Języka Polskiego określa on: "język władzy i kontrolowanych przez nią środków przekazu w państwach totalitarnych".
Ministerka, czy ministra wzbogacają więc język. Mogą się one nie mieścić jeszcze w normie słownikowej, ale błędami nie są. Natomiast jeśli ktoś chce być ministrą, czy marszałkinią, należy to uszanować. (...) Grzeczność w języku polega na tym, że na pierwszym miejscu powinniśmy postawić odbiorcę. Jeśli ktoś życzy sobie być określany marszałkinią, posłanką, czy ministrą, to powinniśmy takiej formy użyć.
- podsumował pan Konrad Szamryk. Ogólna zasada tworzenia żeńskich form od zawodów mówi, że powstają one zwykle poprzez dodanie przyrostka "-ka", a więc zdawać by się mogło, że prawidłowa będzie "ministerka". Ministra może być jednak wyjątkiem. Póki co nie zostało to jednak usystematyzowane, dlatego używajmy takich zwrotów, które odpowiadają osobie o to proszącej.