Tego się nie spodziewano wchodząc do windy. W środku znaleziono kota. "Myślę, że ktoś nie miał wyjścia"

Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami podzieliło się w ostatnim czasem nietypową historią. Chodziło o kota, który został porzucony w niecodzienny sposób. Były właściciel, którego tożsamość pozostaje tajemnicą, zostawił zwierzaka w windzie jednego z bloków.

Nie każda historia o zwierzakach jest miła i przyjemna. Niektóre z nich mogą złamać niejedno serce. Ostatnio internauci zareagowali ze smutkiem na historię o losie pewnego kota. Opisało ją Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Jego właściciel postanowił porzucić go w windzie.

Zobacz wideo Czy koty leczą? Sprawdź!

Kot został porzucony w jednej z krakowskich wind. Właściciel zostawił przy nim kartkę

Opiekun pewnego kota zdecydował się nie oddawać swojego pupila do schroniska, a zamiast tego porzucić go w dość niecodzienny sposób. Tym samym wywołał oburzenie. Wiele osób podkreślało, że powinien przekazać pupila organizacji, która odpowiedni się nim zaopiekuje. Za stosowne uznał jednak inne wyjście i zostawił czworonoga w windzie jednego z krakowskich bloków. Jedno spojrzenie na położoną przy kocie notatkę wystarczyło, aby mieć pewność, że zwierzę zostało porzucone.

Zaopiekuj się mną, proszę

- można przeczytać na dołączonej przez byłego opiekuna kota karteczce. Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami ujawniło również, że przy czworonogu znajdował się stuzłotowy banknot. Z opisu można się również dowiedzieć, że informacja o znalezieniu puszka w windzie wpłynęła do schroniska w późnych godzinach wieczornych. Na tę chwilę kot przebywa w KTOZ i czeka na znalezienie nowego domu.

Internauci podzieleni. Niektórzy rozumieją decyzję, inni są przerażeni

Zdjęcie z czworonogiem porzuconym w transporterze w windzie wywołało niemałe poruszenie wśród internautów. Ich zdania są jednak mocno podzielone. Niektórzy współczują zarówno zwierzakowi, jak i właścicielowi widząc to jako desperację, by dać zwierzakowi lepsze życie. Inni natomiast nie mają żadnych złudzeń i twierdzą, że zachowanie byłego opiekuna kota było po prostu bezduszne.

Myślę, że ktoś nie miał wyjścia... Współczuję obu stronom
Bądźmy szczerzy, mimo tego, że boli serce to jest chyba jeden z moralniejszych sposób na porzucenie
Takiego zachowania nie można niczym tłumaczyć. Biorąc zwierzę pod swój dach stajemy się za nie odpowiedzialni nie tylko materialnie, ale przede wszystkim emocjonalnie
Nie rozumiem jednej rzeczy - w Krakowie jest schronisko, a także okno życia dla zwierząt, gdzie bez konsekwencji można zrzec się zwierzęca. Dlaczego ktoś porzuca zwierzę w windzie?

- czytamy w sekcji komentarzy.

Więcej o:
Copyright © Agora SA