57 lat temu doszło do tragedii pod Działdowem. Zginęło siedem osób. Prawie 50 zostało rannych

Wypadki kolejowe w Polsce zdarzają się z różnych powodów, ale niestety często duża wina leży po stronie człowieka. Zazwyczaj dochodzi tu też do dużych strat, także w ludziach. Choć ten konkretny przypadek to nie największa katastrofa kolejowa w Polsce, to i tak warto o nim przypomnieć przy okazji rocznicy.

Dostępne środki transportu publicznego z założenia mają być w pełni bezpieczne dla pasażerów, ale niestety wypadki się zdarzają i czasami trudno ich uniknąć. Katastrofa kolejowa pod Działdowem wydarzyła się już 57 lat temu. Winą za nią obarczono głównie jedną osobę, która zaniedbała swoje obowiązki. Co zatem dokładnie doprowadziło do tragedii?

Zobacz wideo Wjechał na przejazd pod opadającymi rogatkami. I znalazł się sam na sam z pociągiem [WIDEO]

Katastrofa kolejowa pod Działdowem. W wypadku ucierpiało kilkadziesiąt osób, były też ofiary śmiertelne

Jak podaje Kurier Kolejowy, do katastrofy kolejowej pod Działdowem doszło 3 lipca 1967 roku o godzinie 13:13 na trasie Działdowo - Kozłowo, niedaleko Sarnowa. Wykoleiły się dokładnie cztery ostatnie wagony pociągu relacji Warszawa Wschodnia - Ełk. Przyczyną wypadku było wyboczenie toru, które powstało w wyniku letnich upałów. Według informacji udostępnionych przez Encyklopedię Powiatu Działdowskiego, w wyniku wykolejenia zginęło siedem osób. Wśród nich były cztery kobiety, jeden mężczyzna i dwoje dzieci: czteroletni chłopiec i 13-letnia dziewczynka. Rannych zostało natomiast 47 osób, w tym pięć było w stanie ciężkich. Jeden z poszkodowanych był ks. Marian Jaworski, późniejszy arcybiskup metropolita Lwowa obrządku łacińskiego i kardynał, który w wypadku stracił lewą dłoń.

Późniejsze ustalenia wykazały, że tego dnia zawiniły nie tylko wysokie temperatury. Za winnych tragedii uznano robotników torowych, a w szczególności ich brygadzistę. Toromistrz w tym czasie był pod wpływem napojów wysokoprocentowych, przez co nie nadzorował prawidłowo prac swojego zespołu. Mężczyznę skazano na siedem lat więzienia. Nie była to jednak największa tragedia kolejowa w Polsce, choć ta także zdarzyła się latem.

Największa katastrofa kolejowa w Polsce. Ten wypadek również wydarzył się latem

Największa katastrofa w historii polskiej kolei to katastrofa kolejowa w Otłoczynie. Jak przypomina Polskie Radio, do tamtej tragedii doszło 19 sierpnia 1980 roku, pomiędzy Toruniem i Włocławkiem. O godzinie 4:30 zderzyły się ze sobą pociąg towarowy (jadący z prędkością 35 kilometrów na godzinę) i pociąg osobowy (jadący z prędkością 85 kilometrów na godzinę). Życie straciło wówczas 67 osób, a kilkadziesiąt pasażerów zostało rannych. Na szczęście nie ucierpiały dzieci wracające z letnich kolonii dwoma ostatnimi wagonami pociągu osobowego. W tym roku będziemy obchodzić 44. rocznicę tego wydarzenia.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.