Turysta, który jakiś czas temu wrócił z Egiptu, trafił do szpitala specjalistycznego w Krakowie. Nastolatek sam zgłosił się do placówki im. Stefana Żeromskiego z dziwnymi objawami, a lekarze zaczęli badać go pod kątem wirusa Gorączki Zachodniego Nilu, który zazwyczaj jest przenoszony przez komary.
17-latek do Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego SP ZOZ w Krakowie trafił już dwa tygodnie temu. Lekarze zdiagnozowali u niego zapalenie mózgu, a wtedy swoje podejrzenia skierowali na chorobę tropikalną. W związku z tym przeprowadzono szereg badań, które miały potwierdzić lub wykluczyć przypuszczenia lekarzy.
Po badaniach obrazowych i w badaniu płynu mózgowo-rdzeniowego wykluczyliśmy wszystkie te przyczyny, które u nas w Polsce wchodzą w rachubę
- powiedziała dr n. med. Lidia Stopyra, ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii w rozmowie z serwisem TVN24. Ostatecznie analizy potwierdziły, że pacjent został zarażony wirusem Zachodniego Nilu.
Z racji tego, że pacjent wcześniej przebywał w Egipcie, posłaliśmy badania w kierunku Gorączki Zachodniego Nilu, niedawno otrzymaliśmy wynik dodatni
- potwierdziła dr n. med. Lidia Stopyra. Przedstawicielka krakowskiego szpitala przypomniała również, że ta choroba w dużej mierze przebiega łagodnie - "jako taka grypopodobna infekcja". Ciężki przebieg choroby oraz poważne powikłania najczęściej występują u osób starszych, oraz tych, które mają obniżoną odporność. Wirus Zachodniego Nilu występuje głównie w Afryce, na Bliskim Wschodzie oraz w północno-wschodniej Azji. Objawy towarzyszące zakażeniu to między innymi: gorączka, złe samopoczucie, bóle głowy, osłabienie, biegunka, wymioty, wysypka oraz zapalenie spojówek. Przy właściwym leczeniu te zazwyczaj ustępują już po kilku dniach. Co najważniejsze, wirus Gorączki Zachodniego Nilu nie przenosi się między ludźmi. Nie można zarazić się poprzez kaszel, kichanie czy dotyk.
Główny Inspektor Sanitarny Paweł Grzesiowski przypomina natomiast, że w województwie małopolskim wciąż trwają badania dotyczące pierwszego rodzimego zakażenia tym wirusem u osoby dorosłej.
Jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo pierwszego rodzimego zachorowania na gorączkę Zachodniego Nilu w Polsce. Rodzimego, czyli bez kontaktu z krajami tropikalnymi. Nie powinna być to jednak sytuacja sensacyjna, bo już latem informowaliśmy o zachorowaniach wśród ptaków. Osoba, wobec której są prowadzone badania, nie przebywała w ostatnim czasie za granicą, co oznacza, że do zakażenia mogło dojść przez ukąszenie zwykłego polskiego komara
- wyjaśnia Grzesiowski. Główny Inspektor Sanitarny zaznacza natomiast, że te dwa przypadki nie powinny być ze sobą łączone, ponieważ historia nastolatka nie jest w Polsce żadną nowością.
Te przypadki, które są przywożone z zagranicy, to nie jest nic nowego. To już mieliśmy wcześniej, więc z tego powodu nie powinniśmy robić żadnego alertu, bo ta choroba nie przenosi się między ludźmi. Nawet jak ktoś przyleci do Polski z malarią, to nie zaraża. Nie ma ryzyka, że będzie epidemia w Polsce
- uspokaja ekspert.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.