Lucyna Pałka zanotowała ogromne straty w swojej kwiaciarni w Rożnowie pod Obornikami po tym, jak duchowny miał zakazać robienia w niej zakupów. Wszystko zaczęło się od tego, że córka kobiety nie brała udziału w przygotowaniach do pierwszej komunii. Na szczęście mieszkańcy postanowili pomóc pani skrzywdzonej kobiecie.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
W rozmowie z portalem epoznan.pl, Lucyna Pałka - kwiaciarka z Różanowa pod Obornikami - opowiedziała o sytuacji, z którą boryka się od jakiegoś czasu. Cała sprawa zaczęła się od momentu, kiedy koleżanki i koledzy z klasy jej 9-letniej córki zaczęli się przygotowywać do pierwszej komunii świętej. Córka pani Lucyny nie przyjmowała sakramentu, ponieważ jest innego wyznania. Jak przyznała, dziewczynka była nazywana "dzieckiem diabła" i po całym zdarzeniu musiała trafić pod opiekę psychologa. Sprawą zainteresował się również ksiądz. W serwisie możemy przeczytać, że po komunijnych uroczystościach dzieci dostały od swojej wychowawczyni upominki, jednak córka pani Lucyny została pominięta. Pedagożka miała powiedzieć, że dziewczyna po prostu nie zasłużyła na prezent. Po tym koledzy i koleżanki z klasy zaczęli rzucać w jej stronę nieprzyjemnymi komentarzami. Kiedy tylko duchowny dowiedział się, że miejscowa kwiaciarnia prowadzona jest przez ludzi innego wyznania, których córka nie uczestniczyła w sakramencie, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
Pękłam, gdy dowiedziałam się, że ksiądz z ambony powiedział, że nie życzy sobie kwiatów z naszej kwiaciarni. Ja już nie mam nic do stracenia, od czterech miesięcy nie miałam wypłaty
- wyznała pani Lucyna w rozmowie z wlkp112.pl.
Nie trzeba było jednak długo czekać kiedy w sprawie dziewięcioletniej córki Lucyny Pałki zainterweniowały kuratoria w Obornikach oraz w Poznaniu. Trzeba jednak zaznaczyć, że kontrole w szkole przeprowadzono dopiero po tym, jak głos zabrał Rzecznik Praw Obywatelskich. Podczas inspekcji na jaw wyszły nieprawidłowości. Cała sprawa nie przypadła również do gustu mieszkańcom Różanowa. Postanowili więc zgłosić całą sprawę do mediów i lokalnych gazet. Wnieśli też swoją pomoc na wyższy poziom, organizując akcję mającą na celu uratowanie kwiaciarni od bankructwa. Każdy, kto chciał, wpłacał na rzecz lokalu dowolne kwoty, a paragony były "zawieszone". Dzięki temu można było pomóc nie tylko lokalowi, ale również osobom, które przez trudną sytuację nie były w stanie kupić zniczy czy wiązanek. Jak przyznała kwiaciarka, akcja przerosła "jej najśmielsze oczekiwania". W swoich mediach społecznościowych pani Lucyna napisała:
Na tablicy z paragonów kwota 4991 zł. Zapraszam po kwiaty, znicze. Dzisiaj pokazaliście, jaka jest w was moc. Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Wychodzę z pracy, rano giełda, bo zostawiliście mi pustą kwiaciarnię. Postaram się odpisać na wiadomości, choć jest to bardzo trudne. Tyle tego jest od was, że potrzebowałabym wolnego, żeby wszystko przeczytać. Jeszcze raz dziękuję za każde miłe słowa i gest