Wiele osób decyduje się na zakup mieszkania, ale nie po to, by w nim mieszkać, lecz pod wynajem. Dzięki temu mają stały dochód, który pozwala im na finansowanie codziennego życia. Niestety, ten biznes posiada również ciemną stronę, a są nią problematyczni lokatorzy, którzy nie mają zbyt wiele szacunku do powierzonego im lokalu. Podczas rozwiązywania umowy często dochodzi do niemałych spięć pomiędzy stronami i walki o kaucję, która czasami nie wystarcza na pokrycie wszystkich szkód. Właśnie z taką sytuacją musiała mierzyć się rozmówczyni Wirtualnej Polski. Co gorsze, odpowiedzialny za to był jej znajomy.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Wynajęła mieszkanie i straciła 13 tys. złotych. Zastała zniszczone meble i powyginane futryny
Karolina mieszkająca w Kołobrzegu zdecydowała się na wynajęcie mieszkania swojemu - jak sama go określa - "dalekiemu znajomemu". Takie rozwiązanie wydaje się być najlepszym, ponieważ z pozoru ryzyko jest dużo mniejsze. Niestety, nie tym razem. Zniszczone ściany, pobrudzona farbą podłoga, porysowany blat, wyrwane listwy, to tylko początek listy zniszczeń, jakie Karolina zastała w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu.
Zniszczone ściany, poobrywany tynk, meble pomazane flamastrem czy długopisem. Do tego powyginane futryny od zamontowanego drążka do podciągania, panele pozalewane farbą i przykryte zniszczonym dywanem, żeby nie było tego widać
- wymieniła szkody w rozmowie z WP. Gdy odebrała klucze, przeżyła prawdziwy szok. W mieszkaniu panował niezwykły bałagan, a raczej brud. Stan lokalu nie dawał właścicielce żadnego wyboru, jedynym wyjściem był remont.
W efekcie musieliśmy kłaść nowe panele, wymieniać parapety i ościeżnice. Mieszkanie musiało zostać oczywiście odmalowane. Wymieniliśmy rolety, meble również
- wspomina. To wszystko kosztowało ją 13 tys. złotych i sporo nerwów, które negatywnie wpłynęły na jej stan zdrowia. Sprawa zaszła na tyle daleko, że Karolina wylądowała nawet w szpitalu.
Karolina ma łącznie dwa mieszkania, które wynajmuje. Wspomniana wyżej historia - choć najbardziej drastyczna - nie jest jedyna. Na swojej drodze spotkała już kilku problematycznych lokatorów.
Jeżeli chodzi o innych najemców, problemy były głównie z regularnymi płatnościami. Wiecznie było coś nie tak. Co miesiąc słyszałam inne historie i wytłumaczenia, dlaczego się z nimi spóźniają
- przyznaje. Nie tylko płatności są problemem. Byli też tacy, którzy wprowadzali dość istotne zmiany w mieszkaniu, bez żadnej informacji, jak i zgody ze strony właścicielki. Jedni z nich postanowili przemalować ściany na kolor grafitowy. Zdjęli także żyrandole i założyli inne, a przy wyprowadzce zabrali swoje i zostawili wystające kable z sufitu. Poprzednie lampy już nigdy się nie odnalazły.
Oddali mieszkanie bez oświetlenia, nie zapłacili też za ostatni miesiąc. Usłyszałam od nich, żebyśmy wzięli pieniądze z kaucji. Problem jest tylko taki, że samo odmalowanie mieszkania kosztowało nas 3 tys. zł
- podsumowuje.