O paragonach grozy media rozpisują się już od kilku lat. Inflacja zrobiła swoje i aktualnie pobyt w popularnych kurortach zarówno w Polsce, jak i w innych częściach świata wiąże się z dużymi wydatkami. Nocleg, jedzenie, pamiątki - wszystko ma swoją cenę. Niestety nie inaczej jest w górach, gdzie ceny tradycyjnych wyrobów w ostatnim czasie mocno poszybowały w górę. I wszystko wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec.
Zakopiańska "Gazeta Wyborcza" poinformowała, że władze Zakopanego podjęły decyzję o podniesieniu cen dzierżawy stoisk na Krupówkach i Gubałówce o 20 proc. To oznacza, że tamtejsi sprzedawcy będą musli mierzyć się ze znacznie większymi wydatkami, wskutek czego zostaną zmuszeni podnieść ceny swoich produktów, aby na nich zarobić. Z obliczeń "Wyborczej" wynika, że miesięczna stawka dzierżawy stoisk regionalnych wzrośnie nawet do 3 tys. złotych. Natomiast za najdroższy punkt, w którym sprzedawane są między innymi słynne oscypki, podhalańscy przedsiębiorcy zapłacą aż 15 tys. złotych. Zgodnie z ustaleniami ceny wywoławcze na Krupówkach mają rozpoczynać się od pięciu tys. zł i kończyć na 10 296 zł miesięcznie. Na Gubałówce ma być jeszcze drożej, ponieważ minimalna stawka za stanowisko będzie wynosić od 5,8 tys. złotych do nawet 15 101 złotych. Pracownicy Zakopiańskiego Centrum Kultury twierdzą, że podwyżki są konieczne i wynikają z inflacji oraz wzrostu kosztów energii elektrycznej. Burmistrz Zakopanego Łukasz Filipowicz wyjaśnia natomiast, że na taki ruch wpłynęła zła sytuacja finansowa miasta.
Różnice w cenach stoisk są spowodowane umiejscowieniem poszczególnych punktów handlu - im bardziej zatłoczone miejsce, tym droższe.
Na rozpoczęcie tego biznesu trzeba wydać sto tysięcy złotych. Gdy ja zaczynałam, to zapłaciłam podwójnie czynsz. W taki sposób urzędnicy się zabezpieczają: gdybym nagle miała splajtować, toby mi pieniądze przepadły. Jak po tych podwyżkach przetrwać? Trzeba będzie się natrudzić, oszczędzać na wszystkim i zrezygnować z zatrudniania pracowników. W innym przypadku nic nie zarobimy
- wyjaśniła w rozmowie z "GW" pani Iwona, która od lat prowadzi własne stoisko. Innym wyjściem jest podniesienie cen sprzedawanych produktów. Za najmniejsze serki na Krupówkach i Gubałówce obecnie trzeba zapłacić co najmniej trzy złote, natomiast za te największe minimum 60-70 złotych. Sprzedawcy na ten moment nie są w stanie oszacować, jak duże będą podwyżki cen oscypków. Mają jednak świadomość, że zbyt wysoka cena tradycyjnych serków może zniechęcić turystów do zakupu. Niestety to koło zamknięte, ponieważ jeśli będzie ona zbyt niska, prowadzenie stoiska nie będzie miało żadnego sensu, a niekiedy sprzedawca nie zarobi nawet na koszty jego utrzymania.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.