Spory z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych niestety nie są rzadkością. Urzędnicy dość często wydają decyzje, które ubezpieczonym wydają się krzywdzące, ale w tym przypadku poczucie niesprawiedliwości jest szczególnie duże. Pan Jacek wierzy bowiem, że mógłby otrzymać świadczenie, gdyby zmienił jedną decyzję po wypadku.
Jak donosi "Gazeta Wyborcza", Jacek Tomczak w marcu 2009 roku pracował w kopalni węgla kamiennego Sośnica w Gliwicach. Miał wówczas zaledwie 19 lat, a pracę zaczął pięć miesięcy wcześniej. Niestety to właśnie wtedy doszło do wypadku, który na zawsze zmienił jego życie. Młody mężczyzna został zakleszczony między dwiema lokomotywami, w rezultacie czego jego lewa noga uległa zmiażdżeniu. Próby jej ratowania przez lekarzy nie przynosiły rezultatów i stwierdzono, że konieczna jest amputacja nogi poniżej kolana. Pan Jacek jednak się nie poddawał w obliczu tej tragedii. Początkowo nie starał się o rentę, ponieważ jego zakład zaproponował mu pracę biurową. Był aktywny i uprawiał sport. Mimo to z czasem jego stan zdrowia zaczął się pogarszać.
Nie ma co ukrywać, poruszanie się na protezie nogi obciąża kręgosłup. Mam też osłabioną prawą nogę, bo, ratując lewą, lekarze próbowali przywrócić krążenie w niej, wycinając żyły z prawej. Do tego dochodzą problemy natury psychicznej — trauma po wypadku cały czas w człowieku siedzi
- wyznaje mężczyzna w rozmowie z "Wyborczą". W związku z tym postanowił starać się o rentę wypadkową. Ku jego zdziwieniu, lekarz orzecznik z ZUS-u stwierdził, że renta mu się nie należy. Zwrócono przy tym uwagę na to, że wnioskodawca "jest zaprotezowany, porusza się przy pomocy jednej kuli, od lat pracuje biurowo". Inaczej mówiąc, według specjalistów nie ma powodów do przyznania renty z powodu niezdolności do pracy.
Poczułem się, jakbym dostał w twarz. Niestety, w naszym kraju, jeżeli ktoś sobie radzi, to najlepiej pozbawić go wsparcia. Mam silne poczucie niesprawiedliwości, bo uważam, że gdybym od razu po wypadku uznał, że jestem osobą niezdolną do pracy, która sobie nie radzi, to renta zostałaby mi przyznana
- wyznaje rozgoryczony 34-latek, który niedawno stracił pracę i martwi się o znalezienie nowego zatrudnienia. Jak jednak do tego odnosi się ZUS?
"Wyborcza" postanowiła skontaktować się w tej sprawie z Krzysztofem Cieszyńskim, regionalnym rzecznikiem prasowym ZUS województwa pomorskiego. Wskazał on na dwa główne problemy. Po pierwsze, w momencie wypadku pan Jacek pracował tylko od kilku miesięcy. Po drugie, w momencie wnioskowania był zatrudniony i - z punktu widzenia ZUS-u - zdolny do wykonywania pracy biurowej.
Rozumiemy trudną sytuację pana Tomczaka. Jest on osobą z niepełnosprawnością i tak będzie już zawsze. Niepełnosprawność nie jest jednak podstawą do przyznania renty. Nie oznacza ona bowiem automatycznie niezdolności do pracy
- wyjaśnia Cieszyński. Podkreśla również, że przy orzekaniu niezdolności do pracy liczy się utrata możliwości wykonywania pracy zarobkowej i brak rokowań na jej odzyskanie po przekwalifikowaniu. Jednocześnie warto przypomnieć, że nawet osoby, których wniosek zostanie rozpatrzony pozytywnie, nie zawsze otrzymają takie samo świadczenie.
Jak dowiadujemy się z oficjalnej strony ZUS-u, renta z tytułu niezdolności do pracy wynosi:
Co ważne, od 1 marca 2024 roku kwota bazowa wynosi 6246,13 złotych.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.