Aktor z "Kevina samego w domu" dostaje absurdalne pytania. Wyjaśnił, czy dostał cegłą w głowę

Trudno znaleźć osobę, które nie znałaby "Kevina samego w domu". Zarówno sam film, jak i grający w nim aktorzy, szybko zyskali popularność. Fani są szczególnie ciekawi jednej kwestii - czy wypadki, jakich doświadczali włamywacze, były prawdziwe? Jeden z aktorów odpowiedział.

"Kevin sam w domu" w reżyserii Chrisa Columbusa to jeden z najbardziej kultowych filmów świątecznych. Produkcja powstała w 1990 roku i do dziś jest chętnie oglądana przez miliony widzów na całym świecie. Szczególnie upodobali ją sobie Polacy, którzy nie wyobrażają sobie świąt bez Kevina. Film od lat jest wyświetlany w wieczór wigilijny na antenie Polsatu i nie zapowiada się, aby ta tradycja miała się zmienić. Powstała również kontynuacja zatytułowana "Kevin sam w Nowym Jorku" oraz kilka kolejnych filmów z tej serii.

Zobacz wideo Święta bez niego, to nie święta! Poznajcie smaczki i ciekawostki dotyczące "Kevina samego w domu"

Zainteresował Cię ten temat? Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Polacy kochają ten film. Sceny w z "Kevina samego w domu" przyprawiają o dreszcze

Kultowy film opowiada o chłopcu, którego rodzina zapomniała zabrać ze sobą na święta za granicę. Dziecko zostało samo w wielkim domu, do którego w pewnym momencie próbują dostać się włamywacze. Rezolutny Kevin nie boi się jednak opryszków i dzielnie stawia im czoła, tworząc sprytne pułapki. Niektóre z nich są bardzo bolesne - sceny takie jak chodzenie bosymi stopami po rozbitych bombkach, przyłożenie rozgrzanego żelazka do twarzy czy uderzenie cegłami w głowę przyprawiają o ciarki, choć teoretycznie jest to film komediowy. Wszystkie ujęcia zostały jednak nagrane tak realistycznie, że wiele osób zaczęło się zastanawiać, jak wyglądała praca na planie. Choć wydaje się to oczywiste, że mało kto po serii takich wypadków wyszedłby bez szwanku, to widzowie nadal maja wątpliwości.

 

Jak wyglądała praca nad "Kevinem"? Widzowie zadawali aktorom mnóstwo pytań

Daniel Stern, grający postać Marva (jednego z włamywaczy), wielokrotnie był pytany przez fanów, czy rzeczywiście doznał takich obrażeń, jakie widziano w filmie. Aktor nie ukrywa, że nie lubi takich pytań, o czym dosadnie powiedział w rozmowie z portalem ComicBook.com.

Często jestem pytany: 'Czy to była prawdziwa tarantula na twojej twarzy? Jaki jest Joe Pesci? Bolało, jak dostałeś w twarz żelazkiem?' - może chodziło o to pytanie. 'Bolało, kiedy dostałeś w twarz cegłami?' - a może o to. Kiedy ludzie zaczęli mi je zadawać, odpowiadałem: 'Zdajesz sobie sprawę z tego, że to nie było naprawdę? Jest cały dział z rekwizytami. Nie zostałem uderzony w twarz cegłami'. Reagują na to: 'Och'

- powiedział. Mężczyzna skorzystał jednak z okazji i postanowił przekuć te pytania w coś pożytecznego.

Wiarygodność tego jest wspaniała, ale po premierze filmu zaczęło mnie to naprawdę martwić. Do tego stopnia, że zacząłem prowadzić kurs umiejętności korzystania z mediów. Zastanawiałem się, czy ludzie naprawdę w to wierzą... 'Oto, jak filmy zostały zrobione, oto, jak tworzymy seriale, cieszę się, że dobrze się bawiliście, ale musicie wiedzieć, że nie zostałem uderzony w twarz' - wpojenie tego dzieciom stało się moją misją. I myślę, że poprawia jakość oglądania filmów

- dodał.

 
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.