Każda część tej pozornie niewinnej "jabłoni śmierci" jest silnie trująca. Jeden kęs jej soczystego owocu może być ostatnim w życiu śmiałka, który się na niego skusi. Mimo to miejscowi nie wycinają manchineela. Zamiast tego oznaczają jego pnie czerwonymi znakami i przekazują z pokolenia na pokolenie legendy o zabójczych właściwościach. Co naprawdę kryje w sobie manchineel i dlaczego niektóre zwierzęta potrafią bezkarnie zajadać się jego owocami, podczas gdy dla człowieka jeden kęs stanowi śmiertelne ryzyko?
Wszystkie części manchineela - od liści aż po korzenie - zawierają silną truciznę. Z jego kory sączy się gęsty, mleczny sok pełen żrących toksyn. Wystarczy krótki kontakt ze skórą, by pojawiły się bolesne pęcherze i oparzenia chemiczne. Jeśli dostanie się do oczu, może spowodować czasową ślepotę. Podczas deszczu sytuacja staje się jeszcze groźniejsza - toksyczne krople spływają bowiem z liści i mogą poparzyć każdego, kto szuka schronienia pod drzewem. Nawet spalenie suchego drewna jest niebezpieczne, gdyż dym podrażnia oczy i drogi oddechowe, a w skrajnych przypadkach może prowadzić do utraty wzroku.
Zielonkawe owoce manchineela przypominają małe jabłka i mają słodkawy smak. To jednak tylko zdradliwe pozory. Już po kilku kęsach pojawia się silne pieczenie w ustach i gardle, a następnie gwałtowny obrzęk uniemożliwiający połykanie. Wkrótce dochodzi do wymiotów i biegunki, które prowadzą do groźnego odwodnienia. Nieleczone zatrucie może prowadzić do zgonu.
Według legendy rdzenni mieszkańcy Karaibów zatruwali sokiem manchineela swoje strzały. Mówi się, że od takiej właśnie strzały w 1521 roku zginął konkwistador Juan Ponce de León. Choć brak historycznych dowodów na prawdziwość tej historii, jej istnienie pokazuje, jak wielki lęk budziło w Europejczykach "drzewo śmierci".
Paradoksalnie manchineel jest dziś gatunkiem chronionym. Na Florydzie wpisano go na listę roślin zagrożonych wyginięciem. Drzewo odgrywa ważną rolę w nadmorskim ekosystemie, stabilizując piaszczyste plaże i chroniąc je przed erozją oraz wiatrem. Niektóre zwierzęta, jak iguany czy żółwie, wykształciły odporność na jego toksyny i mogą spokojnie jeść jego owoce. Dlatego, zamiast je wycinać, lokalne władze ustawiają tabliczki ostrzegawcze i malują pnie na czerwono, przypominając, by trzymać się od nich z daleka. W tym przypadku ostrożność dosłownie ratuje życie.
Źródła: onet.pl, trojka.polskieradio.pl
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.