Przyleciał helikopterem na swój pogrzeb. Miał ważny powód. "Nigdy nie jestem nigdzie zapraszany"

Relacje rodzinne bywają skomplikowane, ale jeśli członkom rodziny zależy na sobie nawzajem, zazwyczaj łączą się w obliczu tragedii. Do takich sytuacji niewątpliwie należy śmierć jednego z nich. W nietypowy sposób postanowił to wykorzystać pewien Belg, który czuł się ignorowany przez swoją rodzinę.

Choć historia ta brzmi jak z filmu, to wydarzyła się naprawdę. 45-letni Belg o imieniu David Baerten pojawił się tuż przed ceremonią własnego pogrzebu, przybywając na pokładzie helikoptera. Najbardziej zaskakujące w tej historii jest jednak to, że… mężczyzna sam zaaranżował swoją śmierć.

Zobacz wideo Na cmentarzach może wkrótce zabraknąć miejsca

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Upozorował własną śmierć, by dać rodzinie nauczkę. Zaangażowana była żona i dzieci

Akcja upozorowania śmierci Davida rozpoczęła się od działań jego najbliższych, czyli żony i dzieci. Zamieszczali oni pożegnalne posty na mediach społecznościowych, rozprzestrzeniając w ten sposób informację o odejściu mężczyzny.

Spoczywaj w pokoju, tatusiu. Nigdy nie przestanę o tobie myśleć.
Czemu życie jest tak niesprawiedliwe? Czemu ty? Miałeś być dziadkiem i wciąż miałeś całe życie przed sobą. Kocham cię! Kochamy cię! Nigdy cię nie zapomnimy

- miały brzmieć opublikowane wpisy według informacji opublikowanych przez New York Post.

David poszedł jednak krok dalej i postanowił zaskoczyć swoich bliskich, pojawiając się na własnym pogrzebie. Co więcej, było to dość imponujące wejście.

Pojawił się na własnym pogrzebie w helikopterze. Reakcje członków rodziny były zróżnicowane

Ceremonia pogrzebowa miała się odbyć w pobliżu miasta Liege, gdzie zgromadzili się żałobnicy: przyjaciele i członkowie rodziny. Krótko przed jej rozpoczęciem w pobliżu pojawił się jednak helikopter. Po jego wylądowaniu z wnętrza wyszedł David. Nagranie z wydarzenia zostało opublikowane też na portalu TikTok. Widać na nim duże zdezorientowanie wśród zgromadzonych. Gdy jednak stało się jasne, kto przybył helikopterem, niektórzy z nich ruszyli w kierunku Davida, by go uściskać.

Po całym wydarzeniu mężczyzna zabrał w końcu głos i powiedział, dlaczego zdecydował się na tak drastyczny krok. Okazuje się, że powodem był sposób, w jaki traktowali go jego bliscy.

To, co widzę w mojej rodzinie, często mnie boli. Nigdy nie jestem nigdzie zapraszany, nikt mnie nie widzi. Oddaliliśmy się od siebie i czuję się ignorowany. Dlatego chciałem dać im lekcję i pokazać, że nie powinno się czekać, aż ktoś umrze, żeby się z nim spotkać

- wyznał David cytowany przez New York Post.

Według późniejszych doniesień Davida, część członków rodziny po tym incydencie postanowiła odnowić kontakt.

Ten żart dowiódł, komu naprawdę na mnie zależy, więc w pewnym sensie wygrałem

- podsumował.

Może cię też zainteresować:

- Wielka wpadka TVP. Ta artystka w ogóle nie powinna się tam znaleźć. "Nie mam słów na to zajście"
- "Szatański" autobus już nie dojedzie na Hel. Przyczyną jest obraza uczuć religijnych
- Najnowsze zmiany w tablicach rejestracyjnych wywołują uśmiech. Jeśli jesteś z tego miasta, to "XD"

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.