Sofi Hojka szturmem zdobywa popularny program "Love Island". Przebojowa dj-ka podbiła nie tylko serca fanów, ale również Adama, jednego z uczestników, którego poznała w Casa Amor. Niestety jej uczucia do byłego Weroniki Gronczewskiej nie należały do najtrwalszych. Co wiemy o Sofi Hojce? Kiedyś wyglądała całkowicie inaczej.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Sofi Hojka jest jedną z nowych uczestniczek 8. edycji "Love Island. Wyspa miłości". Do ekipy dołączyła w piątek na etapie przejście uczestników do Casa Amor. To właśnie ona wpadła w oko Adamowi, który złamał serce Weronice Gronczewskiej, kiedy postanowił wrócić z nią do willi. W trakcie przeparowań w Kręgu Ognia, na światło dzienne wyszła szokująca informacja. Okazało się, że Sofi Hojka jest znajomą Weroniki, ale niestety panie nie pałają do siebie sympatią. Po tym słynna "smoczyce" dla własnego zdrowia i komfortu zdecydowała się opuścić wyspę miłości. To musiało sprawić, że Adamowi z serca spadł kamień, ponieważ wrócił z Casa Amor cały w skowronkach. Niestety, nie spodziewał się, że jego radość jest przedwczesna. Sofi dała mu bowiem kosza już w 26. odcinku programu. Dj-ka wyznała, ze nie czuje między nimi chemii. Jeszcze tego samego wieczora swoje spojrzenie zwróciła w stronę Alberta, a Adam poczuł się tak samo, jak wcześniej Weronika.
Sofi Hojka ma 24 lata i na co dzień mieszka w Warszawie, gdzie pracuje jako dj-ka. Dzięki jej wizytówce możemy się dowiedzieć, że pociągają ją w szczególności mężczyźni z dużym poczuciem humoru, brązowymi oczami i tatuażami, czyli wypisz wymaluj Albert. Dodatkowo wiemy, że uczestniczka programu "Love Island" interesuje się zarówno modą, jak i geopolityką. Sama podkreśliła, że jej największym atutem, a wręcz "magiczną mocą" jest bystrość umysłu. Dziennikarze z portalu eska.pl postanowili sprawdzić, jak kiedy wyglądała Sofi Hojka. Choć ciężko może być w to uwierzyć, niegdyś zamiast burzy blond włosów, nosiła kruczoczarne pasma. Na jej profilu na Instagramie można znaleźć zdjęcia sprzed paru lat i trzeba przyznać, że wygląda zupełnie inaczej niż obecnie widzimy na ekranie.