Hotel Stanley nie jest fikcją. Wystarczyły jedne odwiedziny, by Stephen King napisał "Lśnienie"

"Lśnienie" to jedno z najsłynniejszych dzieł mistrza grozy Stephena Kinga. Jego filmowa adaptacja z Jackiem Nicholsonem w roli głównej to dziś już prawdziwy klasyk. Ta historia powstała jednak nie bez powodu. Wystarczyły jedne odwiedziny w Stanley Hotel, aby King zabrnął do najmroczniejszych zakamarków swojej wyobraźni.

"Lśnienie" z 1980 roku w reżyserii Stanleya Kubricka nie od początku zyskało poklask wśród widzów. Film został nawet nominowany do dwóch "Złotych Malin" - za najgorszą reżyserię i najgorszą rolę żeńską - jednakże świat szybko przeprosił jego twórców. Aktualnie ekranizacja dzieła Stephena Kinga jest wręcz kultowym horrorem, okrzykniętym perełką kina grozy. 

Zobacz wideo Aktorzy, którzy mieli okazję zagrać w ponadczasowych produkcjach, ale tego nie zrobili

Hotel z "Lśnienia" nie jest fikcją. Należy go szukać w pobliżu gór w Kolorado

Aby nieco odświeżyć pamięć tym, którzy mieli już okazję obgryzać paznokcie na widok obłąkanego Nicholsona z siekierą w ręku oraz nie psuć zabawy tym, którzy mają zamiar dopiero obejrzeć to dzieło, przypomnijmy tylko, jak ta historia się zaczęła. Aspirujący, lecz mający swoje "demony" pisarz Jack Torrance wraz z żoną i synkiem przybywa do hotelu Overlook, aby skończyć swoją książkę oraz pełnić funkcję stróża. Jego syn, obdarzony darem dostrzegania zjawisk nadnaturalnych, szybko odkrywa, że miejsce jest nawiedzone i ostatecznie doprowadza ojca do obłędu.

Okazuje się, że fabuła nie jest wyłącznie efektem bujnej wyobraźni Stephena Kinga. Hotel Overlook może odwiedzić każdy i na własnej skórze poczuć mrożącą krew w żyłach energię filmu. Miejsce, które sprawiło, że King wpadł na pomysł napisania "Lśnienia", znajduje się w górach w stanie Kolorado. 

 

Hotel z filmu "Lśnienie" to najstraszniejsze miejsce w USA. Goście słyszą jęki dzieci i widzą zmarłych

Hotel Stanley został zbudowany w 1909 roku. Stanął w Estes Park w Kolorado u podnóża Gór Skalistych. Jego właścicielem był chorujący na gruźlicę Freelan Oscar Stanley, któremu lekarz poradził, aby zamieszkał w pobliżu gór. Posłuchał tej rady i tak oto zaczęła się historia "najbardziej nawiedzonego miejsca w Stanach Zjednoczonych". Na początku hotel był miejscem niezwykle luksusowym, odwiedzanym wyłącznie przez elitę. Ekskluzywny obiekt posiadał aż 138 pokoi wyposażonych we własną łazienkę oraz telefon, co w tamtych czasach nie było standardem. Niestety, sielanka szybko została przerwana. Dosłownie chwilę po otwarciu goście zaczęli donosić o dziwnych incydentach - i tak zrodziła się teoria o duchach.

Wiele osób twierdziło, że największa aktywność paranormalna panuje w gigantycznym holu oraz piwnicach wydrążonych w skałach. Pracownicy oraz goście mieli być świadkami między innymi przesuwających się mebli, mrugających świateł, latających kołder, odwiedzin osób zmarłych, w tym pierwszego właściciela, szeptów oraz donośnych śmiechów dzieci. Niektórzy doświadczyli nawet dotyku, który pochodził od "nikogo". Najbardziej nawiedzone mają być pokoje 217, 418 oraz 407 i to właśnie w jednym z nich we wrześniu 1974 roku spędzał noc Stephen King.

 

Tak Stephen King wymyślił "Lśnienie". Ktoś rozpakował jego rzeczy, a później straszył go w śnie

King przyjechał do hotelu Stanley wraz ze swoją żoną. Para była wtedy jedynymi gośćmi w budynku. Pisarz wielokrotnie opowiadał, że to, czego tam doświadczył, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Małżonkowie po zameldowaniu zostawili swojego bagaże w pokoju i wyszli na spacer. Gdy wrócili, ich ubrania były rozpakowane.

Ma to podobno związek z wydarzeniem z czerwca 1911 roku. Wtedy nastąpiła awaria elektryczności z powodu burzy, a pokojówka Elisabeth Wilson, zapalając lampy gazowe, została poważnie ranna i ledwo uszła z życiem. Lampa, która wybuchła, znajdowała się właśnie w pokoju 217. Legenda głosi, że po śmierci jej duch powrócił do hotelu, aby mogła wciąż dbać o gości.

Oboje słyszeli również krzyki dziewczynki wołającej nianię. Co więcej, Stephen King miał także dziwny sen, w którym jego 3-letni syn biegał po hotelowych korytarzach, uciekając przed czymś. Pisarz obudził się w środku nocy i zanim wstał, miał już w głowie zarys fabuły swojej kolejnej książki, którą było słynne "Lśnienie".

Hotel Stanley do dziś budzi ogromny niepokój, a każdy, kto w nim był, twierdzi, że jest to miejsce o dość nieciekawej energii. Obiektem interesują się również tak zwani łowcy duchów, którzy są w tej kwestii wyjątkowo zgodni: aktywność paranormalna jest tam niezwykle silna. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.